Jak myślę o dobrym wieku na dziecko to nie myślę o tym co teraz, tylko dodaję 10-20 lat i żal mi dziecka, które w wieku np. 15 lat ma 55 letnich rodziców. Udostępnij ten post Link to postu
Sytuacja jak wiele innych. Bylem z panna od 4 lat w grudniu mialem sie oswiadczyc. Bylo kilka sprzeczek ale zawsze sie godzilismy. W maju poszla do nowej pracy, nowe kolezanki i on koleszka z silowni. Zauroczyla sie w moment. Teraz mowi ze mam dac jej spokój i ze jest szczęśliwa. Mielismy plany za chwile razem zamieszkać.
Teraz nie wiem, co z tym zrobić – Przytulnosc. Zaszłam w ciążę w wieku 44 lat będąc samotną kobietą. Teraz nie wiem, co z tym zrobić. Obecnie mieszkam sama. Dzieci są już dorosłe, mają swoje rodziny, żyją osobno. Jestem już nawet babcią. Z ojcem moich córek od dawna nie żyłam jako mąż i żona.
Zaszłam w ciąże a chłopak mnie odtrąca, poradźcie! A więc zaczne od samego poczatku4 lata temu poznalam chlopaka z ktorym jestem do dzis. Na poczatku bylo jak w bajcePo jakis 4 miesiacach zaczelo sie psuc. Jego koledzy byli na pierwszym miejscu, ja sie juz nieliczylam. Postanowilam cos zmienic w tym zwiazku, ale niewiedzialam jak.
ja zaszlam w ciaze majac 26 lat a urodze w wieku 27 lat.teraz jestem w 24t.c.bede sama wychowywala i troche boje sie ale caly czas mam pozytywne
Z samym poczatkiem wrzesnia zaszlam w ciaze uwaga: uzywajac prezerwatywy+stosunku przerywanego+ dzien po okresie. Wszystko w jednym:-Dcorka ma ponad 3 lata. Po jej urodzeniu bralam tabletki
Mam 14 lat i chce isc z moim 15 letnim chłopakiem do łóaka? 2011-05-07 21:51:18; Mam 15 lat i zaszłam w ciążę! co robić? 2012-04-20 20:53:53; Mam 16 lat, uprawiałam seks z chłopakiem i zaszłam w ciążę! Co zrobić? 2011-02-10 19:33:12; Mam 13 lat i zaszłam w ciążę. 2011-11-25 15:43:27; Co mam zrobić? Mam 14 lat i zaszłam w
Na początku mieszkaliśmy z rodziacami, każdy z nas ze swoimi. Dopóki dałam radę, robiłam manicure w domu. Kosztował niewiele - 70 lub 100 zł, w zależności od tego, jak bardzo był skomplikowany. Niestety rodzice nie do końca doceniali to, co robiliśmy. Kiedy nie mogłam już pracować, kładłam się i czytałam książki.
Ja urodzilam corke w wieku 21 lat, teraz mam 24 oczekujemy drugiego dziecka. Witam, zaszlam w ciaze w wieku 21lat byla to nieplanowana ciaza, rok pozniej wzielismy slub teraz mam 24lata i
jestem nastoletnia matka. zaszlam w ciaze w wieku 16 lat teraz moj synek ma prawie pol roku i zaluje tego ze moja matka nie wyrzucila mnie z domu. ciagle sa w domu konflikty chociaz obiecala pomoc na poczatku ciazy bylo wsparcie i akceptacja ale pozniej tylko gorzej. teraz probuje odebrac mi dziecko, uwaza ze skoro ona ma prawa rodzicielskie i
Gc1rC. fot. Adobe Stock, Kekyalyaynen Kiedy ponad 2 lata temu dowiedziałam się, że zostanę matką, byłam w szoku. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że to możliwe. Tyle lat staraliśmy się o dziecko. Oczywiste więc było, że dla maleństwa zrobię wszystko, co tylko się da, nawet jak ktoś ma inne zdanie. I słusznie. Byłam w 10. tygodniu ciąży Ginekolog wypalił jak z armaty, a ja dosłownie popłakałam się ze szczęścia. Chociaż trzeba przyznać, że byliśmy z Pawłem trochę przestraszeni, bo w naszym wieku – ja mam 43 lata, a mąż 45 – to ludzie już raczej na wnuki się powoli szykują. Ale gdy ochłonęliśmy, ogarnęła nas dzika fala radości. Cieszyliśmy się, że nasze marzenia o rodzicielstwie, choć bardzo późno, wreszcie miały się spełnić. Kilka dni później przekazaliśmy radosną wiadomość naszym najbliższym. Wszyscy byli oczywiście zachwyceni. Gratulowali nam, życzyli szczęśliwego rozwiązania. W największą euforię wpadła jednak teściowa. Od razu zapowiedziała, że urządza z tej okazji uroczysty obiad na naszą cześć i nie ma mowy, żebyśmy odmówili. Trochę mi się nie uśmiechała jazda ponad 200 kilometrów na wieś, do rodzinnego domu Pawła, ale przyjęłam zaproszenie. Nie chciałam sprawiać jej przykrości. Od lat z utęsknieniem czekała na wnuka Nic więc dziwnego, że chciała okazać swoją radość. A u niej wiązało się to zawsze z rodzinnym spotkaniem przy suto zastawionym stole. Teściowa, tak jak się spodziewałam, przyjęła nas iście po królewsku. Przygotowała pyszne potrawy, zaprosiła też mnóstwo gości. Miałam wrażenie, że przy stole siedzą wszyscy dalsi i bliżsi krewni Pawła. Głównym tematem rozmów było oczywiście dziecko, którego się spodziewałam. – No, moja droga, teraz musisz o siebie bardzo dbać. Nie obraź się, ale w twoim wieku pierwsza ciąża to jednak pewne ryzyko – powiedziała w pewnym momencie teściowa. – Nie obrażę się, bo nie ma o co. Sama wiem, ile mam lat. I dlatego w najbliższym czasie zamierzam zrobić badania prenatalne – odparłam z uśmiechem. Byłam pewna, że odpowie uśmiechem i pochwali mnie za odpowiedzialność. Tymczasem ona poczerwieniała. – A po co ci takie badania? – zapytała podniesionym głosem. Goście natychmiast zamilkli i zaczęli przysłuchiwać się naszej rozmowie. – Jak to po co? Po prostu chcę wiedzieć, czy z maleństwem wszystko w porządku… – zaczęłam tłumaczyć. – Akurat! – przerwała mi. – Już ja wiem, po co kobiety je robią! Żeby mieć pretekst do pozbycia się dziecka! Nie chcesz być matką?! – patrzyła na mnie z wściekłością. – Ależ oczywiście, że chcę… – wykrztusiłam zaskoczona atakiem. – W takim razie ani mi się waż iść na te diabelskie badania! W naszej rodzinie kobiety ich nigdy nie robiły i rodziły same zdrowe dzieci. Trzeba wierzyć, że z tobą będzie tak samo! – A jak nie? – nie poddawałam się. – To trudno. Co ma być, to będzie. Każde dziecko, nawet chore, to dar. Trzeba zdać się na łaskę boską i modlić się, żeby wszystko było w porządku, prawda? – zwróciła się do gości. Przytaknęli jej skwapliwie, a potem zarzucili mnie mrożącymi krew w żyłach opowieściami. „Naprawdę chcesz ryzykować? Po co wywoływać wilka z lasu! To nie po bożemu!” – przekrzykiwali się jeden przez drugiego. Po godzinie byłam już tak przerażona, że nie chciałam dłużej tego słuchać. – No dobrze, nie pójdę. Macie rację, co ma być, to będzie – powiedziałam, by zakończyć temat. Goście zamilkli, a teściowa się rozpromieniła. – To właśnie chciałam usłyszeć. Cieszę się, że zmądrzałaś – przytuliła mnie, choć nie miałam ochoty, żeby w ogóle mnie dotykała. Gdy wieczorem odjeżdżaliśmy zapakowała nam do bagażnika mnóstwo jedzenia. – Wszystko świeżutkie, bez żadnej chemii. Musisz teraz dobrze się odżywiać i dużo odpoczywać. To wystarczy, by dziecko było zdrowe. O niczym innym nie myśl. Pamiętaj! – pogroziła mi palcem. Obiecałam, że będę pamiętać. Po powrocie do domu nie mogłam zasnąć Paweł chrapał w najlepsze, a ja biłam się z myślami. Przed wizytą u teściowej byłam przekonana o konieczności zrobienia badań. Chciałam wiedzieć, czy maleństwu nic nie grozi, a jeśli jest chore, co można zrobić, by miało szanse na normalne życie. Po spotkaniu rodzinnym ogarnęły mnie jednak wątpliwości. Może lepiej nie wiedzieć i przyjąć to, co Bóg da? Byłam tak skołowana, że aż zadzwoniłam do swojej najlepszej przyjaciółki, Dagmary. Gdy usłyszała, w czym rzecz, natychmiast na mnie napadła. – Pamiętasz, co sobie obiecałaś, gdy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży, idiotko?! – krzyknęła. – Że będę odpowiedzialną i rozsądną matką – wykrztusiłam. – No właśnie! To kwestia odpowiedzialności! Jesteś w grupie ryzyka, więc powinnaś skorzystać z możliwości, jakie daje współczesna medycyna. Kto wie, może dzięki temu uratujesz swojemu dziecku życie? – ciągnęła. Później zapytałam ją, czy mówiąc to, miała jakieś złe przeczucia związane z moim maleństwem. Zaprzeczyła. Przyznała, że to był tylko kolejny argument, który miał przekonać mnie do badań. I – trzeba przyznać – przekonał. Na szczęście. Badania zrobiłam tydzień później, w prywatnej klinice Nie powiedziałam o tym nawet mężowi. Po rodzinnym spotkaniu Paweł uznał, że ostatecznie z nich zrezygnowałam i wolałam, żeby na razie tak zostało. Nie chciałam kolejnych wątpliwości i pytań w stylu: a może jednak mama i kuzyni mają rację? Usłyszałam, że jak będą wyniki, to ktoś zadzwoni. Telefon odezwał się po 2 tygodniach. Szłam do kliniki w świetnym humorze, bo poranne mdłości wreszcie się skończyły. Byłam pewna, że to będzie krótka wizyta. Lekarz z uśmiechem oświadczy, że płód nie ma żadnych wad. Po wejściu do gabinetu od razu zorientowałam się, że coś jest nie tak. Lekarz wcale się nie uśmiechał. Wpatrywał się z poważną miną w leżące przed nim papiery. Wreszcie podniósł wzrok. – Mam dla pani dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której mam zacząć? – zapytał. – Niech pan sam wybierze – wykrztusiłam z wielkim trudem. – W takim razie zacznę od tej gorszej. Podejrzewam, że pani synek – bo to chłopiec – ma wadę serca… – powiedział. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Czyżby ostrzeżenia teściowej i kuzynów Pawła okazały się prawdziwe? – To niemożliwe! Niech pan powie, że to nieprawda! – 100-procentowej pewności pani dać nie mogę, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie żył i będzie zdrowy… I to jest ta dobra wiadomość – dotarł do mnie jego głos. Natychmiast wstąpiła we mnie nadzieja. – Naprawdę? Ale jak? Jakim cudem? – Bo jeszcze przed jego narodzinami lekarze będą obserwować i wiedzieć, z czym mają do czynienia. I odpowiednio się do tego przygotują – uśmiechnął się. Nie pamiętam, czy o coś jeszcze pytałam, zanim wyszłam z gabinetu. Wiem tylko, że w pewnym momencie znalazłam się w parku otaczającym klinikę. Usiadłam na najbliższej ławce i próbowałam zebrać myśli. Moje dziecko jest chore? Ale może być zdrowe? Dzięki temu, że zrobiłam badania? Czyli jednak postąpiłam słusznie? Targało mną tyle uczuć, że nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Nie zastanawiając się, zadzwoniłam do męża. – Musisz po mnie przyjechać – wykrztusiłam i podałam mu adres kliniki. – O Boże, a co ty tam robisz? Coś się stało z naszym dzieckiem? Kasiu, mów! – miał przerażony głos. – Nie, wszystko dobrze… To znaczy niedobrze, bo ma wadę serca. Ale lekarz mówi, że będzie dobrze… Zresztą powiem ci wszystko, jak się pojawisz… Teraz nie mam siły – rozłączyłam się. Paweł utknął w korku, więc przyjechał dopiero po godzinie. Zdążyłam nieco ochłonąć. Kiedy usiadł obok mnie na ławce, byłam już gotowa do rozmowy. Opowiedziałam mu o badaniach i o tym, co usłyszałam od lekarza. Był trochę zły, że poszłam do kliniki w tajemnicy, ale zaraz potem przyznał, lekko zawstydzony, że gdybym mu powiedziała o swoich planach, toby protestował jak matka i ci wszyscy kuzyni i kuzynki. – Te ich ostrzeżenia podziałały mi na wyobraźnię. Zaraz zadzwonię do matki! Niech wie, jak się pomyliła! – złapał za telefon. – Ani mi się waż! Powiemy jej, jak już wszystko dobrze się skończy. Na razie gwarancji nie ma. Nie chcę, żeby potem mówiła, że to kara za badania – zbierało mi się na płacz. Mąż mocno mnie przytulił. – Nie powiem ani słowa. Przysięgam. A o naszego syna się nie martw. Będzie walczył. To moja krew – wypiął dumnie pierś. Nie wiem dlaczego, ale ogarnął mnie wtedy dziwny spokój. Zaczęłam wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Przez następne tygodnie byłam pod stałą kontrolą W państwowym szpitalu, bo na prywatną klinikę nie było nas stać. Diagnoza była już jednak postawiona. Zrobiono mi kolejne badania, które pozwoliły bardzo dokładnie określić, jaką wadę ma moje dziecko. I dzięki odpowiednim lekom utrzymywać go przy życiu do czasu rozwiązania. Kiedy synek przyszedł na świat przez cesarskie cięcie, na sali obok czekał już zespół specjalistów, którzy zajęli się jego chorym serduszkiem. Operacja trwała 3 godziny i zakończyła się sukcesem. – Gratuluję rozsądku i odpowiedzialności. Gdyby nie szczegółowe badania, państwa synka nie byłoby pewnie z nami. Nie przeżyłby naturalnego porodu – powiedział mi jeden z chirurgów. A ja pomyślałam, że jak już wyjdę ze szpitala, to natychmiast pojadę do Dagmary. Podziękować jej za to, że przemówiła mi do rozumu i rozwiała wątpliwości. Jasio, bo tak daliśmy na imię synkowi, spędził w szpitalu 4 tygodnie. Ale już 3. dnia po operacji było wiadomo, że przeżyje i co najważniejsze, będzie zupełnie zdrowy. Pozwoliłam wtedy zadzwonić Pawłowi do matki. Nastawił telefon na głośnik, żebym wszystko słyszała. – Cześć, mamo! Gratuluję! Masz pięknego wnuka! Uważaj, zaraz wyślę ci zdjęcie! – zakrzyknął radośnie. – Naprawdę? To wspaniale! Kiedy się urodził? Przed chwilą? – aż piała. – 3 dni temu – odparł Paweł. – Co? To dlaczego dzwonisz dzisiaj? – Bo Jasio miał operację serca. Czekaliśmy na wynik. Ale nie martw się, wszystko jest już dobrze. I to tylko dlatego, że Agnieszka cię nie posłuchała. – Operację? Jaką operację? I w jakiej sprawie nie posłuchała mnie twoja żona? Nic nie rozumiem… – W sprawie badań prenatalnych. Pamiętasz, byłaś przeciwna. Podobnie zresztą jak reszta naszej rodziny. – No tak, rzeczywiście byłam przeciwna. I nadal jestem. Uważam, że to nikomu do niczego niepotrzebne. – Tak? To wiedz, że właśnie dzięki tym badaniom będziesz się szykować na chrzciny, a nie pogrzeb wnuka – krzyknął trochę zniecierpliwiony. A potem opowiedział całą historię leczenia Jasia Teściowa, zazwyczaj bardzo gadatliwa, milczała. Odezwała się dopiero, gdy mąż skończył. – Wiesz co, synu? Dobrą sobie kobietę na żonę wybrałeś – zawiesiła głos. – Tak? A dlaczego tak uważasz? – dopytywał się Paweł. – A bo ma własne zdanie. I nie słucha starej, głupiej teściowej, której wydaje się, że wszystkie rozumy zjadła – wykrztusiła i się rozpłakała ze wzruszenia. Gdy to usłyszałam, nie wytrzymałam i się roześmiałam, a zaraz potem też płakałam… ze szczęścia. Po raz pierwszy w życiu usłyszałam, jak matka Pawła przyznaje się do błędu. Podejrzewam, że on też. Od tamtej pory minął już ponad rok. Jaś jest zdrowym i bardzo ruchliwym dzieckiem. Po operacji została mu tylko blizna na piersi. Jestem na urlopie wychowawczym, więc często jeżdżę z nim do teściowej na kilka dni. Uwielbia te nasze wizyty. Choć ma już prawie 70. na karku, swoim zwyczajem wita nas wystawnym obiadem, a potem chętnie zajmuje się wnukiem. Czasem mam wrażenie, że ma do niego więcej cierpliwości niż ja. Kiedy ostatnio zapytałam, skąd bierze tę całą energię i siłę do malucha, spojrzała na mnie zdziwiona. – Jak to skąd? Z radości! Tyle lat czekałam na wnuka… Jestem szczęśliwa, że go wreszcie mam. Dzięki tobie… Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Witam serdecznie! Decyzja o powiększeniu rodziny należy do Państwa i nikt nie powinien jej oceniać. Jeżeli zależy Pani na dziecku, konieczne jest wcześniejsze przeprowadzenie pełnego panelu badań, który pozwoli nie tylko ocenić stan Pani zdrowia, ale przede wszystkim możliwość zajścia w ciążę i jej donoszenie. W obecnej sytuacji powinna się Pani zgłosić do lekarza ginekologa, który zleci badania laboratoryjne (morfologia, mocz, ALT, AST, glukoza, kreatynina, TSH, pełen profil hormonalny i wiele innych) i obrazowe (USG narządów miednicy mniejszej). W zależności od wyników badań być może konieczne będzie przeprowadzenie dokładniejszych badań. Jak wcześniej wspomniałam, absolutną podstawą jest wykonanie profilu hormonalnego, który oceni wydolność jajnikową, czyli zdolność do wydzielania komórek jajowych zdolnych do zapłodnienia. Niestety nasz serwis nie podaje adresów klinik i gabinetów, w których mogą Państwo podjąć leczenie. Pozdrawiam
Kilka tygodni temu informowaliśmy, że Courtney Cox wraz z mężem Davidem Arquette najprawdopodobniej adoptują dziecko, żeby ratować rozpadające się małżeństwo. Para już od kilku lat starała się o drugą pociechę, jednak liczne terapie hormonalne okazywały się ostatnie zapłodnienie In vitro zakończyło się sukcesem. National Enquirer donosi, że za pół roku do 4-letniej Coco dołączy drugie biologiczne dziecko gwiazdorskiej nabrali podejrzeń, kiedy w listopadzie, z nieznanych przyczyn na kilka tygodni zamknięto plan nowego serialu aktorki, Cougar Town. Ponoć lekarze kazali gwieździe leżeć w łóżku i się nie mówi przyjaciołom, że jest już w trzecim miesiącu ciąży – mówi informator. Po tylu nieudanych próbach i tak uważa się za szczęściarę. Jest bardzo ostrożna, gdyż zdaje sobie sprawę, że naraża i siebie i spekulują, że aktorka nie poinformuje oficjalnie o ciąży, dopóki nie będzie miała pewności, że dziecku nic nie zagraża. Miała wcześniej ogromne problemy z zajściem w ciążę, a przed urodzeniem Coco nieraz poroniła, o czym niejednokrotnie opowiadała w wywiadach. Dlaczego zdecydowała się ryzykować życie swoje i dziecka?Oceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści."Dlaczego zdecydowała się ryzykować życie swoje i dziecka? " ale wy durni jesteście. to nie wasz interes. jej życie jej wybór. może go bardzo pragnie. Jak dobrze ze jest pudelek obrońca moralności kur*aJej sprawa. Nie obgadujcie, bo to wieś tak robić!cudownie! To wspaniałe, że po tylu nieudanych próbach, nie poddali się. GRATULUJĘ i życzę zdrowej pociechy!! Jej sprawa. Nie obgadujcie, bo to wieś tak robić!Najnowsze komentarze (198)no i co z tego ? ohohohohho noo jaaka faama :D rozumiem 55 ale 45 ? :D bez przesady , pfffff, żenadaSuper wygląda jak na 45 lat! Wow45 to jeszcze przeciez nie tak duzo :)Gratulacje! Uwielbiam ją a ''Przyjaciół'' znam na pamięć!!! Ja też czekam na kinową wersję :)Trzymam mocno kciuki :):)Jakie durne komentarze,w tym wieku kobieta normalnie zachodzi w ciąże..i rodzi zdrowe wiele takich przykładów.!!!Ja natomiast jestem 65-letnią babcią..i wnuki dodają mi skrzydeł,wcale nie czuję się jeszcze stara :)))super! uwielbiam ja zreszta jak wszystkich z przyjaciół ;P Ale z ciebie g****a, ciemna zolza!!!!! Dziecko bedzie jak najbardziej zachwycone tym ze ZYJE !!!!!!!
Ciąża po 45 roku życia – czy to możliwe? Za wiekiem często idzie: dojrzałość, stabilizacja materialna, również wykształcenie i wypracowana pozycja zawodowa, pozwalająca cieszyć się nową rolą, miast poświęcać robieniu kariery. Dojrzałe mamy są – z reguły – w stanie wejść w nową rolę wolne od zobowiązań ciążących na ich młodszych koleżankach. Doświadczenie dojrzałych mam pozwala im dokonywać słusznych wyborów i podejmować mądre decyzje odnośnie wychowania potomstwa. Częściej też decydują się na karmienie piersią i przykładają większą wagę do kwestii żywienia dzieci. Można też domniemywać, że związki dojrzałych osób są zwykle dość stabilne, co na pewno ma realne szanse wpływać pozytywnie na dobrostan i wychowanie potomstwa. Pomimo tych wszystkich zalet „późnej” ciąży, należy pamiętać, że wraz z rosnącym wiekiem kobiety, maleją jej zdolności rozrodcze, gdyż stopniowo wygasza się praca jajników i maleje ilość pęcherzyków Graafa w jajnikach, a wzrasta prawdopodobieństwo powikłań ze strony matki i płodu. To, kiedy kobieta przestanie być płodna jest kwestią bardzo indywidualną, zależną od wielu składowych, jak choćby: genów, stylu życia, stosowanych diet i używek, czy miejsca, w którym żyje. Wiek biologicznej aktywności hormonalnej kobiet wciąż się wydłuża, a ciąże po czterdziestce nie są wyzwaniem z punktu widzenia medycyny już od dłuższego czasu. Jednak, choć zajście w ciążę w, czy po 45. roku życia jest możliwe, może okazać się dużo trudniejsze, niż w przypadku kobiet młodszych. Również według statystyk – prawdopodobieństwo zajścia w ciążę (przy użyciu własnych jajeczek) u czterdziestoletnich kobiet, u których leczona była niepłodność, wynosi 25 proc., u kobiet 43-letnich sięga ono 10 proc., natomiast szansa na zajście w ciążę w przypadku 44 lat to tylko 1,6 proc. Specjaliści tłumaczą powyższe coraz mniejszą liczbą jajeczek. Dla porównania – dziewczęta będące w fazie pokwitania mają zwykle 300 000 – 400 000 jajeczek, natomiast kobiety w wieku 37 lat – dysponują ilością 25 000. W grupie kobiet 40-letnich, którym udało się zajść w ciążę odsetek poronień wynosi 24 proc,, wśród 43-latek – wzrasta do 38 proc., a w przypadku 44 latek sięga aż 54 proc. Po 45. roku życia zajście w ciążę za pomocą własnego jajeczka jest w wielu przypadkach niemożliwe. Ciąża po 45 roku życia – jakie są objawy? Statystycznie – menopauza, w przypadku Polek, przypada na 50. rok życia, ale – uwaga! – niektóre objawy będące zwiastunami przekwitania, mogą być jednocześnie objawami ciąży. W obydwu stanach możliwe są: zanik menstruacji, plamienia, bolesność piersi, zmęczenie i rozkojarzenie oraz wahania nastroju, czy bóle głowy. W razie wątpliwości należy wykonać test ciążowy oraz oznaczenie poziomu hormonów, które powinien omówić z pacjentką lekarz. Polecamy Ciąża w pigułce - czego możesz się spodziewać? Badania i suplementacja Planujesz ciążę? A może już małe serduszko bije w Tobie? Ten artykuł jest dla Ciebie! Podpowiadamy, co zrobić, by wszystko przebiegło pomyślnie, a oczekiwanie na dziecko było najpiękniejszym projektem Twojego życia. Czytaj → Ciąża po 45 roku życia – zagrożenia Zacznijmy od tego, że każda ciąża, u ciężarnej w każdym wieku może nieść ze sobą jakieś powikłania. I choć przypadki późnych ciąż obarczone są większym ryzykiem, a lista dolegliwości i schorzeń jest dużo dłuższa, niż w przypadku kobiet w optymalnym wieku rozrodczym (od 22 do 28. roku życia) – należy pamiętać, że odsetek powikłań jest stosunkowo dość niski. Późne ciąże zagrożone są poronieniami i powikłaniami ciążowymi w postaci: cukrzycy, nadciśnienia tętniczego i komplikacji okołoporodowych. Z wiekiem rodzącej, szczególnie pierwiastki, rośnie również prawdopodobieństwo CC. Powyżej 45. roku życia organizm ciężej znosi ciążę, a co za tym idzie – częściej diagnozowane są stany zaburzeń rozwoju płodu wynikające z gorszego funkcjonowania łożyska (dot. choćby dojrzałości, niskiej wagi urodzeniowej, wcześniactwa). U ciężarnych częściej występują też problemy zdrowotne (typu – choroby tarczycy) nie tyle wynikające z samej ciąży, co ją komplikujące. Rośnie również ryzyko wad wrodzonych u płodu, głównie będących wynikiem aberracji chromosomalnych (najczęściej trisomii 21. pary chromosomów, odpowiedzialnej w 90 proc. za zespół Downa). Już u kobiet powyżej 35, 37. roku życia wzrasta ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi (min. zespołem Downa), u matek ponad czterdziestoletnich to ryzyko wynosi 1 do 82, a w przypadku 45. letnich wzrasta znacznie i wynosi 1 do 30. Pomimo powyżej wymienionego ryzyka związanego z późną ciążą, często zdarza się, że dojrzałe mamy cieszą się dobrostanem w czasie ciąży i rodzą potomstwo bez komplikacji. Menopauza a ciąża Choć w Polsce ciąże po 45. roku życia to wciąż nieznaczna część ciąż ogółem, to jednak – z roku na rok – jest ich coraz więcej. W dużej mierze są one efektem in vitro, ale część z nich okazuje się być nieplanowanych i zupełnie niespodziewanych. Według statystyk – prawdopodobieństwo zajścia w ciążę po 50. roku życia wynosi 1-3 proc. Szacując ryzyko ciąży w wieku 45. lat, czy jeszcze później, należy pamiętać, że organizm każdej kobiety inaczej przygotowuje się do przekwitania, a klimakterium jest procesem kilkuletnim, w czasie którego dochodzi do wielu zmian, wahań i może przebiegać zupełnie różnie, choćby pod względem: różnorodności, natężenia i czasu występowania objawów. A zatem zajście w ciążę po 45. roku życia jest jak najbardziej prawdopodobne. O menopauzie mówimy wtedy, gdy mamy do czynienia z długo utrzymującym się spadkiem hormonów (estrogenów i progesteronu), a miesiączka nie pojawia się przez kolejne 12 miesięcy (według WHO). Przy zaburzonym, nieregularnym cyklu miesiączkowym i wahaniach hormonalnych zapłodnienie jest możliwe, szczególnie, że trudna okazuje się być kontrola nad płodnością w tym czasie. Stąd przypadki ciężarnych, które weszły w fazę przed menopauzą, czy jej początki. Do zapłodnienia może dojść zwłaszcza, kiedy kobieta jest aktywna seksualnie, a jednocześnie nie stosuje antykoncepcji, sądząc, że długie pauzy pomiędzy krwawieniami są oznaką ustania płodności. Wykonanie badań krwi pozwala na kontrolę poziomu hormonów (jeśli wartość hormonu FSH przekracza 30mIU/ml, to oznaka, że nie dochodzi do owulacji) i daje wiedzę na temat możliwości zajścia w ciążę, czy cykli bezowulacyjnych. Jednoznacznej odpowiedzi w tej kwestii może udzielić jedynie lekarz ginekolog. Źródła: Jonderko G., (red.), Podręczna encyklopedia zdrowia, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2002, ss. 538-540, ISBN 978-83-7506-075-1. 3)
zaszlam w ciaze w wieku 45 lat